FANDOM


Niedługo zamieszczę tutaj pierwszą część "Wyprawy" z naszego forum...--Aang123 19:55, 20 lip 2009 (UTC)

Fragment wersji roboczej... bez formatowania.

Księga I Wyprawa

Rozdział I Ker-Paravel

Zapadła cisza. Grupa ochotników siedziała, lub stała, przyglądając się sobie nawzajem. W pewnej chwili istoty siedzące za stołem wstały. Naśladując ich, ci, którzy siedzieli również wstali, a do holu wszedł król. Nie nosił korony, ale od razu widać było, że jest królem. Rozejrzał się po zebranych i jego spojrzenie spoczęło na ochotnikach. W jego smutnych oczach zapłonęło światełko nadziei. Zwrócił się do nich:

- Witam was wszystkich. Spodziewałem się, że może będzie was trochę więcej, ale Aslan wie lepiej. Podejrzewam, że wszyscy wiecie, jakie macie zadanie? W odpowiedzi rozległ się potwierdzający pomruk.

- Dobrze- rzekł król- Gdziekolwiek pójdziecie, wiedzcie, że moje serce i myśli pójdą z wami. Powodzenia!

Wtedy wstała czarodziejka Justyna.

- Panie - rzekła, dygając głęboko- Wiem, że mamy odnaleźć czarodziejskie przedmioty należące dawno temu do czworga największych królów Narnii. Podobno zaginęły dawno temu. Słyszałam jednak, że kiedyś należały do skarbu królewskiego i znajdowały się w królewskim skarbcu. Czy wasza królewska mość pozwoli, abyśmy przeszukali Ker- Paravel?

Król pokręcił głową:

- I ja szukałem- rzekł cicho- Nic nie znalazłem, ale może nie było mi dane znaleźć. Proszę- uczynił zapraszający ruch ręką - Szukajcie, gdzie tylko chcecie.

Czarodziejka spojrzała na pozostałych ochotników:

- No to co ? Idziecie? Gdzie najpierw poszukamy? Traq przestała się wreszcie przypatrywać królowi (w końcu w życiu jeszcze żadnego nie widziała) i spojrzała na czarodziejkę.

- Najciemniej zawsze pod latarnią - powiedziała z namysłem. - Zaczęłabym od skarbca. Ale mam pytanie: czy ktoś wie, jak wyglądają te przedmioty? Nigdy ich nie widziałam i nie wiem, czy będę w stanie odróżnić łuk królowej Zuzanny od jakiegoś zwykłego łuku.

Popatrzyła pytająco na towarzyszy, ale jej pytanie skierowane było tak naprawdę do czarodziejki, która wydawała się być najlepiej poinformowana.

- Nie wiem, czy są one jakoś specjalnie oznaczone- rzekła z namysłem Justyna.- Ale nie ma się czym martwić. Gdy coś znajdziemy, rzucę na to zaklęcie i ono nam powie, czy jest magiczna rzecz, czy też nie. No to co, ruszamy?- popatrzyła na pozostałych. -A więc ruszajmy - zawyła wilczyca.

-Jednak najpierw trzeba znaleźć ten skarbiec, a to będzie trudne. W końcu nigdy tam nie byliśmy, a zresztą nawet król nic nie znalazł- odrzekł centaur, który chciał wywrzeć jak najlepsze wrażenie na królu.

- Ale nam może się udać- odparła czarodziejka.- A zresztą... od czegoś trzeba zacząć. Ktoś ma jakieś inne propozycje?- dziewczyna powiodła wzrokiem po zebranych.

- Ja! - odezwał się siedzący cicho w kącie karzeł Cuthalion. - Skarbce zazwyczaj są zamknięte i schowane przed innymi (chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego)... Zapewne znajdują się gdzieś jakieś tajemne drzwi, za którymi powinien być skarbiec... Po za tym, nie widzę sensu szukania skarbca! Dlaczego? Ano, dlatego, bo ostatnim razem wielcy władcy Narnii, wzięli ze sobą owe czarodziejskie przedmioty na polowanie na Białego Jelenia... Tego samego dnia zniknęli na obszarze puszczy i nikt ich nie znalazł! A więc i rzeczy zaginęły! Nie znajdziemy ich, podobnie jak i nie odszukamy wielkich władców!

- To co proponujesz, Cuthalionie? - zapytała Traq poważnie. Doświadczenie nauczyło ją liczyć się ze zdaniem karłów. - Wydawało mi się, że król powinien wiedzieć, gdzie jest jego skarbiec, więc byłby w stanie nam powiedzieć, gdzie go szukać. Ale skoro twierdzisz, że to nie ma sensu...

- No właśnie, Cuthalionie, co nam proponujesz?- poparła ją Justyna.- Poza tym, skąd właściwie wiesz, że oni zabrali swe podarunki na polowanie? No owszem, róg mógł się przydać, także buteleczka z lekarstwem ostatecznie, ale łuk ze strzałami oraz tarcza i miecz? Po co? Nie mieli przecież zamiaru zabijać Białego Jelenia... Więc, po co mieliby brać ze sobą broń? A jeśli chodzi o skarbiec, to miałam zamiar poprosić króla, aby wskazał nam do niego drogę... Chyba, że...- zawiesiła znacząco głos- miałeś na myśli jakiś inny skarbiec. o którym król nie wie...

- No, w sumie masz rację... Tak naprawdę nie wiem czy władcy mieli przy sobie te przedmioty, ale zdawało mi się to oczywiste... - odparł ponuro Cuthalion, ale coś zaświtało mu w głowie. - A tak właściwie to, po co królowa Zuzanna miałaby brać czarodziejski róg na wyprawę, na której on się nie przyda? Wystarczy zwykły róg myśliwski! Jak wiemy czarodziejski róg używano tylko i wyłącznie w NAJWIĘKSZEJ potrzebie, więc dlaczego i reszta władców nie miałaby ze sobą wziąć przedmiotów? Może oni jakoś przeczuli, że tego dnia znikną i je wzięli... Może nie zaginęli, może to magia Aslana sprawiła, że wrócili do ICH świata....

-Podejrzewam, że królowa Zuzanna wzięła ze sobą róg, bo to był jej róg i chciała mieć pewność, że w razie zagrożenia będzie mogła wezwać pomocy. A może nie miała innego rogu?- odparła czarodziejka.-Ale teraz to nieważne. Wydaje mi się, że wszyscy zgadzamy się, co do jednego: że powinniśmy zacząć od skarbca. Wiec chodźmy już tam, zamiast stać tu i gadać po próżnicy!- po tych słowach poprosiła króla, aby wskazał im drogę do skarbca. Król ruszył przodem, a ona za nim.

No właśnie, dość już tego mielenia jęzorami! - zawarczał Amos. - Ruszmy się wreszcie, bo czas ucieka, chciałbym już znaleźć się w lesie - dodał, po czym poszedł powoli za Justyną, spoglądając nieufnie przed siebie i jeżąc lekko sierść na grzbiecie...

- Szkoda, że nie można wyczytać w gwiazdach, co się stało z tymi przedmiotami - mruknęła do siebie Traq, ruszając za pozostałymi. - Ha, ale przynajmniej zobaczę królewski skarbiec. To nie byle co.

- Tylko z tego samego powodu co ty, pójdę z wami Traq... - mruknął Cuthalion - Mam jeszcze setki zastrzeżeń do tego, co mówi nasza czarodziejka... Ale cóż, rozkazy to rozkazy, a i tak nikt mnie nie posłucha... Właściwie sam tego chciałem wstępując do tej armii... - westchnął ciężko i poszedł z pozostałymi.

Czarodziejka nie spojrzała za siebie, ale wiedziała, że ruszyli ich śladem i była z tego zadowolona. Król poprowadził ich przez wiele sal i doszli wreszcie do sali tronowej. Tu król poszedł za tron i otworzył zamek w drzwiach, których żadne z nich by nie zauważyło, gdy nie król. Wreszcie drzwi stanęły otworem, a zza nich powiało chłodem. Król zaprosił ruchem ręki:

- Proszę - rzekł. - Mój skarbiec jest do waszej dyspozycji.

Justyna nie wahała się długo. Szepnęła tylko cicho coś do siebie, a wtedy szafir pośrodku jej czoła zaczął świecić i ruszyła do wejścia.

- No nie! - wykrzyknęła Traq, zaglądając nad ramieniem czarodziejki do ciemnego wnętrza, oświetlanego tylko blaskiem z jej szafiru. - Kto wpadł na pomysł, żeby robić tu schody? To jest dyskryminacja kopytnych. No cóż, wygląda na to, że muszę tu na was zaczekać. W tym czasie może rozejrzę się po sali tronowej... choć podejrzewam, że tu raczej tych przedmiotów nie ma.

- Traquirze, pozwól, że zostanę z tobą... - odrzekł Cuthalion i przycupnął obok centaura.

Czarodziejka spojrzała na nich z politowaniem:

- Tchórzycie?- spytała z pogardą.- Dlaczego? Bo ciemno i zimno? To powinniście zostać u mamci. Może chociaż Amos nie stchórzy? W końcu odwaga to jedna z cech wilków...

- Naprawdę, nie przejmujcie się mną, nikt mnie nie zaatakuje w sali tronowej... - uśmiechnęła się Traq. - Lepiej idźcie z Justyną, to szybciej przeszukacie cały skarbiec. Ja bym chętnie poszła, ale widzieliście kiedyś centaura schodzącego po takich wąskich stopniach? No właśnie.

Wilki nie lubią ciemnych i ponurych piwnic - odparł Amos - ale pójdę, w końcu, co może być groźnego w skarbcu, w samym środku Ker-Paravelu? Złote monety? Zbroje? Biżuteria Królowej Łucji?? Drżyjcie szczury! - warknął, po czym skoczył na schody...

Justyna uśmiechnęła się i pośpieszyła za nim. W ciemnym przejściu było trochę ciemniej i zimniej niż przypuszczała, ale nie przeszkadzało jej to tak bardzo. Słyszała z dołu powarkiwania Amosa i znowu uśmiechnęła się, gdy wyobraziła sobie, jak toczy prywatną wojnę ze szczurami. Wreszcie przebyła wszystkie stopnie i stanęła u stóp schodów. Była w skarbcu! Dotknęła swego szafiru i klejnot zabłysnął jaśniej. Rozejrzała się po skarbcu. Było to dość spore pomieszczenie, a na podłodze stało mnóstwo kufrów i skrzyń. Jedne były zamknięte, inne otwarte, a z tych otwartych wylewał się w świetle szafiru blask złota i drogich kamieni. W jednym kącie leżały komplety uzbrojenia, części zbroi i całe zbroje. W innym zwalone na kupę złote kielichy, patery, naczynia i sztućce."Powinny raczej być chyba w spiżarni"- pomyślała Justyna, ale zaraz zwróciła uwagę na Amosa węszącego po kątach.

- Znalazłeś coś? - spytała.

Cuthalion został tymczasem z Traquirem. Nie tchórzył, bo czego tu się bać, jak uciekło się od czarownicy już kilka razy, a w porównaniu z tym ciemny skarbiec to pestka. Stał nadal przy swoim zdaniu i pomyślał, że gdy reszta wróci i powie, że nic nie znalazła, nareszcie będzie mógł pokazać jak mądra jest rasa, z której wywodzi się Cuthalion. Po za tym bardzo polubił centaura i chciał się z nim zaprzyjaźnić.

Po kilku godzinach stania, najemnik wszedł na pierwsze schodki skarbca i głośno krzyknął-Macie coś?

Amos nie odpowiedział, wciąż węszył po kątach. Justyna usłyszała wołanie z góry.

- Jeszcze nie! - odkrzyknęła.-Niewiele tu jest... Rozejrzała się jeszcze raz dookoła siebie. - Jeśli nie ma tu jakiejś skrytki albo ukrytej piwnicy to chyba skończymy poszukiwania tutaj -mruknęła do siebie, trochę zła, bo jej największe nadzieje wiązały się właśnie ze skarbcem.

Traq skończyła po raz siódmy obchodzić salę tronową dookoła i westchnęła lekko. Nie miała pojęcia, gdzie mogliby się teraz udać. Co za pożytek z bycia centaurem i czytania w gwiazdach o tym, że nadejdzie wojna, jeśli nie można w nich wyczytać jak jej zapobiec? Popatrzyła z uwagą na karła, który siedział pod ścianą i polerował swój hełm, pogwizdując z cicha. - Może masz jakiś plan, Cuthalionie? - zapytała.

Czy mam jakiś plan? - karzeł spojrzał na centaura kątem oka, nie przestając jednak polerować swego hełmu - Ależ oczywiście, że mam! Brzmi tak: nie poddawać się i walczyć do ostatniej kropli krwi za wolność, nawet, jeśli nie istnieje żadna szansa. Tym planem kierowałem się, gdy popadłem w niewolę no i się uwolniłem... -Po tych słowach karzeł odłożył swój hełm, napełnił swoją małą fajeczkę tytoniem i począł puszczać kółka z dymu. - Jednak nie lubię wojen, zresztą, kto by je lubił? Uwierz mi, nie sprawia mi przyjemności zabijanie wrogów, chociaż są źli. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że biorąc udział w bitwie odbierasz komuś życie? A przecież każdy je dostał, a strzelając lub tnąc mieczem pozbawiasz go tak szybko życia? Nie zabijasz bezmyślnych osób, ale takich, którzy potrafią robić coś innego niż zabijanie. Każdy ma jeszcze jedną szansę, w każdym tkwi ziarnko dobroci, tylko trzeba je w nim obudzić a urośnie na wielką roślinę, każdy może zawrócić ze złej ścieżki nim będzie za późno... Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.

Pfuh, pfuh - zasapał Amos - Ależ tu dużo kurzu, czy królowie nie korzystają już z tego pomieszczenia?- nagle sapnął głośniej, warknął i pobiegł za dużą skrzynię pełną klejnotów i drogich kamieni. - Czuję tu powiew powietrza! - ryknął i zaczął drapać ścianę za skrzynią. Traq zamyśliła się na chwilę. Rodzice też jej mówili o "drugiej szansie" i dobru tkwiącym w każdym centaurze. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, zresztą, jako Poszukiwacz Przygód prowadziła raczej samotniczy tryb życia, ale coś w tym pewnie było.

- Chyba rozumiem... - odpowiedziała z wahaniem. - Nigdy nikogo nie zabiłam, ale wyobrażam sobie, że nie jest to przyjemne. Dlatego przyłączyłam się do poszukiwań, bo podobno odnalezienie tych przedmiotów zapobiegnie wojnie... Szkoda tylko, że nie wiemy, gdzie ich szukać.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki